Trylogia Greya



Trzy książki, siedemdziesiąt trzy rozdziały i tysiąc dziewięćset osiemnaście stron. Z taką lekturą trzeba się zmierzyć, jeśli ktoś chce przeczytać trylogię o Greyu. Czy warto? Moim zdaniem tak!
zdjęcie Ktoś, kto tylko obejrzał w kinie lub TV pierwszą część trylogii (lub wcale nie obejrzał a się wypowiada) będzie uważał opowieść za kiepski pornos z beznadziejnym zakończeniem (wiele osób nie wie, że są dalsze losy Anastasii Steel I Chrisianana Greya). Ale ktoś kto przeczyta, chociażby pierwszą część zmieni zdanie.
Ja nie jestem jakimś szczególnym zwolennikiem tego typu książek, a mimo to, trylogia bardzo mi się spodobała. Owszem, książki zawierają liczne opisy zbliżeń jej bohaterów (w trzeciej części często skracane przez autorkę), ale w mojej opinii jest to opowieść o miłości, a nie o seksie. Czytając nawet pikantne momenty nie miałem odczucia wulgarności tego co czytam.
Nie będę opowiadał treści trylogii, ani pisał jak się zakończyła - jak kogoś interesuje niech przeczyta. Napiszę tylko, że w kolejnych częściach pojawia się kilka nowych ciekawych i podnoszących poziom adrenaliny wątków. Momentami naprawdę ciężko było oderwać się od książki.
Podsumowując, miło wspominam wieczory spędzone z bohaterami książki E. L. James i czułem wewnętrzny żal gdy skończyłem czytać. Żal, że to już koniec. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy się dowiedziałem, a czwartej części opowieści, której premiera w Polsce już w przyszłym miesiącu.

Zdjęcie pochodzi z internetu



Powrót (wszystkie tematy)
Strona Główna