|
Dziś obejrzałem Pięćdziesiąt twarzy Greya. Premierowy film 2015 roku wzbudza bardzo duże zainteresowanie i bije rekordy oglądalności w kinach. Czy jest wart swojej popularności? Liczne zwiastuny i wpisy w internecie pozwoliły mi zaszufladkowaćsobie ten film, jako nasycony zmysłowością i pikanterią. I w takim nastroju zasiadłem do oglądania.
I początek taki właśnie był. Narastające napięcie i pożądanie, pierwsze sceny rozbierane i pierwsze
bzykanie. Wszystko jak się spodziewałem. Treść przeważała nad scenami łóżkowymi, które z kolei
były dobrze wyważone i nie wulgarne.Bohaterowie filmu znaczenie się od siebie różnili. Ona zakochała się w jego wyniosłości, błyskotliwości, determinacji, była nim onieśmielona. I to ją w nim fascynowało i podniecało. On zainteresował się nią dzięki jej skromności, delikatności i wrażliwości. Chciał ją mieć. Ona aby go zatrzymać przy sobie pragnęła dać mu to, czego od niej oczekiwał (mimo, że uważała jego upodobania i zwyczaje łóżkowe na co najmniej dziwne). Wydawało się, że on kierowany uczuciem również powoli się zmienia. Tak więc spodziewałem się szczęśliwego zakończenia. Niestety zawiodłem się bardzo. Ostatnia intymna scena zdruzgotała mnie i dogłębnie poruszyła. Jeszcze długo po filmie czułem niesmak i współczucie dla bohaterki filmu. Kończąc napiszę, że film (po obejrzeniu całości) nie jest taki jak się spodziewałem. Zdecydowanie nie nadaje się jako wstęp do romantycznego wieczoru we dwoje. Mimo to polecam go tym, co chcą pobudzić w sobie więcej wrażliwości. PS. Prawdopodobnie są dwie wersje tego filmu. Ta, która ja oglądałem, prawdopodobnie pozbawiona jest około 20 minut najbardziej odważnych scen. | ||
|
Powrót (wszystkie tematy) Strona Główna |
||